SDM - W zakątku cmentarza
Player audio w wersji BETA. Ew. zgłoszenia błędów prosimy kierować na
Komentarze (7)
Muzyka: Krzysztof Myszkowski
C F C F C F G
Mają zmarli w niedzielę ten pośmiertny kłopot,
C F C F G
Że w obczyźnie cmentarza czują się - bezdomnie -
C F C F C F G
A lubią noc tę spędzać popod mgłą lub popod
e a G
Wiecznością, co się w jarach gęstwi nieprzytomnie.
F G C F C F
Maria z Bzówka - wygody wspomina izdebne,
F G C
Słońce - w łóżku, wiatr w sieni - i ogród macierzyn,
F C F C F G
Gdzie było tyle w radość uchodzących ścieżyn,
F G C
A wszystkie takie - trafne i drzewom - potrzebne!...
Żebrak, co się zadławił na śmierć krztyną chleba -
Kijem niegdyś wędrownym obłędnie się babrze
W nieodgadle błękitnym - pełnym Boga - chabrze
By zeń dla snu wiecznego wydłubać - źdźbło nieba.
Mnich, co po to byt ziemski tłumił bez szemrania,
By pędzić żywot wieczny w sposób nienaganny -
Kreśli palcem na próchnie list do panny Anny
Życząc rychłego w kwiatach - zmarwychwstania.
Panna Anna udaje, że jest - w bezżałobie
I biorąc na kolana młodą mgłę - pieszczochę -
Ukradkiem z pajęczyny tka zwiewną pończochę
Dla brzozy, co tkwi boso na kochanka grobie.
A opodal - mniej więcej naprzeciw rozstaju,
We fraku bezrozumnie skąsanym przez szczura,
Na czele kilku cieni żeńskiego rodzaju
Nieboszczyk Madaleński - prowadzi mazura.
Mają zmarli w niedzielę ten pośmiertny kłopot,
Że w obczyźnie cmentarza czują się - bezdomnie -
A lubią noc tę spędzać popod mgłą lub popod
Wiecznością, co się w jarach gęstwi nieprzytomnie.
Muzyka: Krzysztof Myszkowski
C F C F C F G
Mają zmarli w niedzielę ten pośmiertny kłopot,
C F C F G
Że w obczyźnie cmentarza czują się - bezdomnie -
C F C F C F G
A lubią noc tę spędzać popod mgłą lub popod
e a G
Wiecznością, co się w jarach gęstwi nieprzytomnie.
F G C F C F
Maria z Bzówka - wygody wspomina izdebne,
F G C
Słońce - w łóżku, wiatr w sieni - i ogród macierzyn,
F C F C F G
Gdzie było tyle w radość uchodzących ścieżyn,
F G C
A wszystkie takie - trafne i drzewom - potrzebne!...
Żebrak, co się zadławił na śmierć krztyną chleba -
Kijem niegdyś wędrownym obłędnie się babrze
W nieodgadle błękitnym - pełnym Boga - chabrze
By zeń dla snu wiecznego wydłubać - źdźbło nieba.
Mnich, co po to byt ziemski tłumił bez szemrania,
By pędzić żywot wieczny w sposób nienaganny -
Kreśli palcem na próchnie list do panny Anny
Życząc rychłego w kwiatach - zmarwychwstania.
Panna Anna udaje, że jest - w bezżałobie
I biorąc na kolana młodą mgłę - pieszczochę -
Ukradkiem z pajęczyny tka zwiewną pończochę
Dla brzozy, co tkwi boso na kochanka grobie.
A opodal - mniej więcej naprzeciw rozstaju,
We fraku bezrozumnie skąsanym przez szczura,
Na czele kilku cieni żeńskiego rodzaju
Nieboszczyk Madaleński - prowadzi mazura.
Mają zmarli w niedzielę ten pośmiertny kłopot,
Że w obczyźnie cmentarza czują się - bezdomnie -
A lubią noc tę spędzać popod mgłą lub popod
Wiecznością, co się w jarach gęstwi nieprzytomnie.
to strasznie stara piosenka, jeszcze z Olą Kiełb;
brzmią genialnie:)